KONTRAKTY BUDOWLANE
+48512438673
28 września, 2026
Podcast

Spór budowlany trafia do sądu zwykle kilka lat po zakończeniu robót. O jego wyniku bardzo często decyduje opinia biegłego. A biegły ocenia budowę wyłącznie na podstawie tego, co wynika z akt sprawy. W dodatku obszar jego działania determinuje teza dowodowa.

W 46. odcinku podcastu Budowlane Paragrafy rozmawiałem o tym z Panem Ernestem Kłosowskim, biegłym sądowym z zakresu budownictwa ogólnego. Poniżej zebrałem najważniejsze wnioski z tej rozmowy, a tam, gdzie to potrzebne, dodałem komentarz prawny.

Posłuchaj całej rozmowy

Poniżej tylko najważniejsze fragmenty rozmowy.

W odcinku jest więcej cennych treści: jak biegły podchodzi do opinii, z której niezadowolone są obie strony, co robi, gdy pytanie sądu jest źle postawione, i jakie problemy widzi w dokumentacji projektowej przygotowywanej do przetargów.

 Spotify: #46 Czego biegły sądowy szuka w dokumentacji budowy? Gość: Ernest Kłosowski – Budowlane paragrafy | Podcast on Spotify

 

Racja techniczna to nie to samo co racja dowodowa

Pierwsza teza, która pada w rozmowie, może zaskoczyć: biegłego nie należy „przekonywać”. Biegły nie jest arbitrem, którego trzeba przeciągnąć na swoją stronę. Jego zadaniem jest odpowiedzieć na pytania sądu, które wymagają wiedzy specjalnej, na podstawie materiału dowodowego, jakim dysponuje. Wyrok wydaje sąd.

Stąd różnica, która w sporach budowlanych decyduje o wszystkim:

„Wykonawca może powiedzieć, że wie, że zrobił coś prawidłowo. Ale jeżeli jego robota została zakryta, a nie ma zdjęć, protokołów odbioru robót zanikających, wpisów w dzienniku budowy czy innych dokumentów, to ja jako biegły nie mogę napisać, że na pewno było dobrze – tylko dlatego, że ktoś tak twierdzi. Można mieć rację techniczną i przegrać dowodowo.”

Biegły musi odróżniać dwie rzeczy: „tak mogło być” oraz „z materiału dowodowego wynika, że tak było”. Wersja wykonawcy może być technicznie możliwa, a nawet bardzo prawdopodobna. Jeśli jednak nie zostawiła śladu w dokumentach, po kilku latach pozostaje twierdzeniem strony.

Od czego biegły zaczyna lekturę akt

Akta sprawy budowlanej to często kilkaset stron. Mój gość – Pan Ernest Kłosowski zaczyna od postanowienia sądu: musi dokładnie wiedzieć, na jakie pytania odpowiada i gdzie kończy się zakres opinii. Dopiero potem odtwarza chronologię zdarzeń. Jak mówi, to najważniejszy etap jego pracy.

Na osi czasu układa to, kiedy pojawił się problem, kiedy go zauważono, kto i w jakiej formie odpowiedział, czy roboty mimo zgłoszenia były kontynuowane, kiedy wykonano sporny zakres, kiedy go odebrano i kiedy po raz pierwszy ktoś go zakwestionował. Dopiero na tę oś nakłada dokumenty źródłowe: umowę, dokumentację projektową, dziennik budowy, protokoły odbiorów, zdjęcia, obmiary, dokumentację powykonawczą i korespondencję.

„Dokument mówi, co ktoś napisał. Data często pozwala zrozumieć, dlaczego to napisał.”

Przykład z rozmowy: jeżeli wykonawca przed wykonaniem robót pisze „mamy kolizję, prosimy o decyzję, bez rozwiązania problemu nie możemy kontynuować”, to jest zupełnie inna sytuacja dowodowa niż pismo wysłane po odbiorze końcowym, w którym te same prace po raz pierwszy nazwano robotami dodatkowymi.

Podobnie jest z przestojami. Samo pismo o wstrzymaniu robót nie wystarczy. Biegły sprawdza, co faktycznie działo się wtedy na budowie: co mówi dziennik budowy, protokoły z narad i raporty, czy w tym czasie prowadzono inne prace i czy front robót rzeczywiście był zablokowany.

Biegły oddziela też dokumenty powstałe w toku normalnej realizacji od tych, które powstały, gdy strony wiedziały już, że będą się spierać. Wpis kierownika budowy z dnia zdarzenia i pismo procesowe napisane trzy lata później czyta się w zupełnie innym kontekście.

Biegły czyta dokumenty razem, a nie osobno

Wykonawca w trakcie budowy traktuje mail, wpis w dzienniku czy protokół z narady jako element bieżącej organizacji pracy. Biegły kilka lat później patrzy na te same dokumenty jak na elementy jednej układanki i szuka powiązań między nimi.

Jeżeli pięć dokumentów opowiada tę samą historię, sytuacja jest czytelna. Jeżeli projekt mówi jedno, dziennik budowy drugie, zdjęcia pokazują trzecie, a dokumentacja powykonawcza zachowuje się tak, jakby żadnej zmiany nie było – zapala się czerwona lampka.

Równie ważne jest to, czego w dokumentach nie ma. Brak dokumentu nie dowodzi automatycznie, że czegoś nie było. Jest jednak informacją o luce w materiale dowodowym. Jak ujął to Pan Ernest Kłosowski, biegły musi czytać nie tylko dokumenty, ale też zauważać ciszę między nimi.

Cztery braki, które powtarzają się w aktach

Zapytałem biegłego, jakie błędy w dokumentacji wykonawców biegły widzi najczęściej. Wspólny mianownik jest jeden: porządne dokumentowanie zaczyna się dopiero wtedy, gdy wiadomo, że będzie spór. Wtedy często jest już za późno.

  1. Ustalenia ustne bez potwierdzenia. „Inspektor zaakceptował”, „projektant powiedział, że tak może być”, „rozliczymy to później”. Dopóki współpraca się układa, nikt tego nie zapisuje. W sądzie każdy pamięta te rozmowy inaczej. Nie trzeba od razu protokołu. Często wystarczy krótki mail po spotkaniu z potwierdzeniem ustaleń.
  2. Brak dokumentacji robót zanikających. Zbrojenie zalane betonem, izolacja zakryta, a z całego etapu zostały trzy zdjęcia z telefonu. Zdjęcie bez kontekstu to pół dowodu. Dobre zdjęcie pozwala ustalić miejsce, zakres, skalę i moment wykonania.
  3. Zgłoszenie problemu po fakcie. Wykonawca widzi kolizję albo konieczność wykonania czegoś spoza zakresu, ale wykonuje pracę, bo goni harmonogram. Pismo przychodzi po miesiącach. W sporze pojawia się wtedy proste pytanie: skoro problem był tak istotny, gdzie jest jego zgłoszenie z chwili, gdy wystąpił?
  4. Brak udokumentowanych skutków zdarzenia. Samo „wystąpiła kolizja” niewiele mówi. Jeśli zdarzenie kosztowało sześć tygodni i konkretną kwotę, potrzebny jest materiał, który to pokazuje: co zostało wstrzymane, ilu ludzi i jaki sprzęt stał, czy zakres leżał na ścieżce krytycznej, jakie były dodatkowe koszty.

Dokument, który istniał, ale nie trafił do akt

Jedna z historii z rozmowy dobrze pokazuje, czym różni się stan rzeczywisty od stanu materiału dowodowego. W sprawie dotyczącej drewnianej konstrukcji dachu biegły miał ocenić m.in., czy wbudowana tarcica konstrukcyjna była prawidłowo wprowadzona do obrotu. W aktach nie było deklaracji właściwości użytkowych ani innych dokumentów materiałowych, a na elementach nie było widać oznakowania. Wniosek pierwszej opinii był negatywny.

Na rozprawie inspektor nadzoru zeznał, że dokumenty dotyczące drewna zostały przedstawione. Biegły wrócił do zagadnienia i ustalił, że ówczesna norma dla tarcicy sortowanej wizualnie dopuszczała znakowanie pakietowe, z informacjami w dokumentach handlowych. Po rozpakowaniu i przycięciu elementów oznakowania na nich nie było widać. Ocena się zmieniła. Nie dlatego, że ktoś przekonał biegłego, ale dlatego, że pojawił się nowy materiał.

„Rzetelność biegłego nie polega na tym, że nigdy nie zmienia zdania. Polega na tym, że potrafi je zmienić, kiedy zmienia się materiał.”

Komentarz prawny

Z perspektywy pełnomocnika najważniejszy wniosek z tej historii jest inny: dokumenty w segregatorze wykonawcy nie istnieją dla biegłego, dopóki nie trafią do akt. A w sprawach gospodarczych muszą trafić tam we właściwym momencie.

Zgodnie z art. 4585 § 1 k.p.c. powód ma obowiązek powołać wszystkie twierdzenia i dowody w pozwie, a pozwany w odpowiedzi na pozew. Twierdzenia i dowody zgłoszone później sąd pomija, chyba że strona uprawdopodobni, że nie mogła ich powołać wcześniej albo że potrzeba ich powołania wynikła później. Dokumentację budowy trzeba więc przejrzeć i uporządkować przed złożeniem pierwszego pisma, a nie dopiero wtedy, gdy opinia okaże się niekorzystna.

Druga praktyczna rzecz to teza dowodowa. Mój gość mówi wprost, że odpowiada na pytania sądu i nie rozszerza sam zakresu opinii, co jest niedozwolone. Jeśli pytanie zostało postawione nieprecyzyjnie, opinia odpowie na nieprecyzyjne pytanie. Dlatego wniosek o dowód z opinii biegłego warto formułować tak starannie jak pozew.

Roboty dodatkowe: zasada 3×Z

Na koniec rozmowy poprosiłem o krótką listę dla wykonawców, którzy wykonują roboty dodatkowe. Pan Ernest Kłosowski ujął ją w regule 3×Z: zgłoś, zabezpiecz, zaszacuj.

  1. Zgłoś. Jeśli pojawia się zakres wykraczający poza umowę, zgłoś go przed wykonaniem, o ile sytuacja na to pozwala. Nie wystarczy napisać „są roboty dodatkowe”. Trzeba wskazać, co się wydarzyło, dlaczego ten zakres nie wynika z pierwotnego zamówienia i czego oczekujesz od zamawiającego. Uważaj też na samo pojęcie: nie każda większa ilość i nie każda zmiana to robota dodatkowa. Bywa zwiększenie ilości, robota zamienna, zmiana technologii, a czasem rzeczywiście nowy zakres.
  2. Zabezpiecz. Zachowaj wszystko, co pozwoli później odtworzyć przyczynę i zakres roboty: polecenie wykonania, korespondencję, wpisy w dzienniku, protokoły z narad, obmiary, rysunki i dokumentację przed i po zmianie. Przede wszystkim zdjęcia i obmiary przed zakryciem robót. Po dwóch latach łatwo powiedzieć, że wykonano 80 metrów. Trudniej udowodnić, gdzie, dlaczego 80, a nie 100 albo 40, kto to polecił i jak zostało zmierzone.
  3. Zaszacuj. Możliwie szybko pokaż wpływ zdarzenia na wynagrodzenie i termin: dodatkowa robocizna, sprzęt, materiały, mobilizacja podwykonawcy, zmiana harmonogramu. Częsty błąd to zgłoszenie problemu technicznego, wykonanie roboty i przedstawienie po roku jednej dużej kwoty. Wtedy cały związek przyczynowy trzeba odtwarzać po fakcie.

I jeszcze jedno: zanim cokolwiek zgłosisz, przeczytaj umowę. Może przewidywać konkretną procedurę i termin zgłoszenia. Spóźnione zgłoszenie bywa potem podstawą zarzutu, że roszczenie w ogóle nie przysługuje.

Jedna zasada na pierwszy dzień budowy

Poprosiłem Pana Ernesta Kłosowskiego o jedną wskazówkę dla wykonawcy, który właśnie wchodzi na budowę:

„Dokumentuj każde istotne zdarzenie na bieżąco, tak jakbyś za kilka lat miał je udowodnić komuś, kogo nigdy nie było na budowie. Największym błędem jest przekonanie, że wszyscy wiedzą, jak było.”

Nie chodzi o to, żeby każdą budowę od pierwszego dnia prowadzić jak przyszły proces. Chodzi o to, żeby rzeczy sporne nie były wykonywane tak, jakby sporu nigdy nie mogło być. Jeśli robota jest naprawdę sporna, najpierw zostaw ślad, potem ją wykonaj.


 

Ernest Kłosowski wypowiadał się we własnym imieniu, a nie w imieniu organów samorządu zawodowego, w których działa. Komentarze prawne w tekście są moje.

Wpis nie stanowi porady ani opinii prawnej. Ma charakter wyłącznie informacyjny i stanowi wyraz poglądów autora. Autor nie ponosi odpowiedzialności za skutki decyzji podejmowanych na jego podstawie.

Powiązane artykuły:


Więcej o sporach budowlanych znajdziesz tu:

Facebook: Kancelaria Radcy Prawnego Jakub Kobyliński | Elblag | Facebook

Linkedin: Jakub Kobyliński | LinkedIn